Widziałem orła cień

Ruszyliśmy rano z Granady. Miasto budziło się do życia po weekendzie i z pewną ulgą zabierałem z ronda zaparkowane tam auto.


Nawigacja nastawiona na La Calahorra.   Są takie miejsca, które chce się dotknąć, wcisnąć się do środka, być jak najbliżej, aby nie uronić ani krzty piękna chwili. Czasem jednak doświadczenie podpowiada: trzymaj się z daleka, musi wystarczyć to co masz. Więc zamek został zdradzony i pomachaliśmy mu tylko z daleka i zawróciliśmy do Guadix.









Parking groszowy w centrum miasteczka mimo, że lokalesi mają jeszcze taniej. W katedrze trwała msza, ale dało radę wejść niepostrzeżenie do środka. To co zwróciło moją uwagę to układ świątyni zresztą jak się później okazało charakterystyczny dla chyba niemal każdej katedry.











Celem odwiedzin tego miasteczka była dzielnica jaskiń. Muzeum w jaskini było zamknięte. Nawet podszedł jakiś typ i zaprosił do obejrzenia domu nieopodal. W przewodniku przeczytaliśmy, że taka przyjemność kosztuje, tym niemniej skorzystaliśmy z oferty. Opuszczając lokal zostawiliśmy kilka monet, a gość wyszedł za nami i pokazał nam drogę na mirador czyli punkt widokowy. Tutaj zamieniliśmy się w słupy soli z wrażenia. Okolica oczarowała nas. Jak okiem sięgnąć ze skał wychodziły na powierzchnię wszechobecne bielone kominy świadczące o lokalach w skale. Księżycowy krajobraz 



A to już zdjęcie z wąwozu Parque Megalitico nieopodal Gorafe. Bardzo byliśmy ciekawi dolmenów czyli megalitycznych grobowców skalnych. Ogromny kilkunastokilometrowy wąwóz wzmacniał piękno krajobrazu. No i ptaszyska. Daję sobie rękę uciąć, że to orły. Cholernie wielkie, czasami były na wyciągnięcie ręki tuż nad urwiskiem. Jakoś do tej pory nie podniecałem się zbytnio na widok zwierzaków (vide małpy na Gibraltarze). Trochę zbaraniałem, bo mogłem nakręcić film, ale i tak nie sposób utrwalić przeżycia spotkania oko w oko z dziką naturą. Wielkie majestatyczne ptaki, a była ich cała chmara, prawie jak u nas gawronów :)







W oddali widok na Gorafe. Czy nie jest to namiastka widoku orła?
















Tego dnia zwiedziliśmy jeszcze dosyć dokładnie dwa miasta wpisane na listę Unesco: Ubeda i Baeza. Nie obyło się bez długich spacerów po najważniejszych atrakcjach.


Dzień pełen wrażeń. Po zapadnięciu zmroku zajechaliśmy do Centro Comerciale w pobliżu Jaen na dokonanie zakupów, ponieważ przed nami przełom października i listopada z licznymi świętami. Potem szybko w kierunku noclegu w Kordobie.

Berber whiskey na Saharze

W lutym 2011 wybraliśmy się na herbatkę z widokiem wschodzącego słońca nad Saharą. U gościnnych Berberów spędzieliśmy niezapomniane 8 dni  i myślę, że jeszcze do nich nieraz wrócimy.




Wcześniej musieliśmy pokonać krainę kasb i ksarów. Pomocna była dżelaba. Dzięki tradycyjnemu ubraniu Marokańczyków spotkaliśmy się z wieloma przejawami szacunku i życzliwości.

















Musieliśmy pokonać przełęcze górskie Tizin-Tiszka (śnieg) liczne kaniony i doliny z gajami palmowymi,  malowniczy wąwóz Dades














oraz przy pomocy miejscowego przewodnika oraz dzięki herbacie serwowanej przez Nomadów na jednym ze szczytów 3h hiking z wąwozu Todra









 





Przeżyliśmy niesamowitą noc pod rozgwieżdżonym niebem pustyni, wdrapaliśmy się na wydmy i podziwialiśmy wschód słońca z wielbłądów. 



Wróciliśmy do Marrakeszu oddając się zwiedzaniu miasta, chłonęliśmy atmosferę placu Jemna el Fna i doskonaliliśmy umiejętności negocjacyjne próbując sztuki targowania na sukach.


 Polecamy La Gazelle w Boumalne de Dades